W polskiej opinii publicznej powracają dyskusje na temat tego, czy Ukraińcy mogliby w przyszłości zagłosować w wyborach samorządowych, skoro decyzje radnych, burmistrzów i prezydentów miast mogą w sposób bezpośredni dotyczyć warunków życia uchodźców. Choć Ukraińcy w Polsce i na Litwie nie mają praw wyborczych, akty prawne UE przewidują możliwość głosowania w wyborach lokalnych dla osób posiadających obywatelstwo Wspólnoty.
Michał Nocuń, szef Działu Employment Immigration oraz prawnik w kancelarii C&C Chakowski & Ciszek z zakresu prawa pracy i problematyki zatrudniania cudzoziemców w Polsce, uważa, że przyczyny kolejnego wzrostu zainteresowania tematem są dwie. - Pierwszą, najbardziej oczywistą, jest pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Właśnie od tego momentu kwestia głosowania pojawiła się w przestrzeni publicznej, gdzie raz na jakiś czas wraca z większym lub mniejszym natężeniem. Drugą kwestią są domysły i podejrzenia, często bez konkretnych faktów, chociaż niektóre podmioty wciąż podejmują się tego tematu. Niektórym organom, najprawdopodobniej różnym podmiotom rosyjskim, zależy na tym, żeby kwestię tak polaryzującą, jak prawa obywateli Ukrainy, regularnie wyciągano na pierwszą stronę debaty - po to, żeby zwiększać tym samym chaos polityczny – twierdzi w wywiadzie LRT.lt.
- Podejrzewam, że to jest kwestia poczucia zajścia zmian w państwie. Niektórzy obywatele mogą poczuć się zagrożeni. Logiczną jest obawa, że nagłe przybycie około 2 mln osób może spowodować, że w przypadku zapewnienia im prawa wyborczego dojdzie do zmiany potencjalnego wyniku wyborów. Nie ma żadnych dowodów, że coś takiego miało miejsce, natomiast takie obawy pozostają powszechne na Zachodzie i powrót tematu można traktować jako próbę przeniesienia zaniepokojenia na grunt Polski – dodaje.

Podczas wyborów prezydenckich w kraju w niektórych polskich mediach było głośno o rosyjskiej operacji dezinformacyjnej „Doppelganger”. Miała skupić się na Polsce, wykorzystując platformę X do tworzenia manipulacji przed głosowaniem. Raport Alliance4Europe wskazuje, że dezinformatorzy dodawali linki do artykułów z 13 popularnych polskich mediów w fałszywych postach oraz stosowali inne metody dezinformacji.
- Operacja miała na celu pogłębienie chaosu i zmniejszenie zaufania obywateli do procesu wyborczego oraz obywateli Ukrainy. Kolejnym celem mogło być skłonienie rządu lub nawet nowego prezydenta do tego, żeby nie stawali po stronie Ukrainy. Jest to jednak tylko jedna z wielu wersji. Zwiększenie zainteresowania tematem głosowania dla Ukraińców mogło być również częścią operacji „Doppelganger” – ocenia ekspert.
Artykuł 62 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej głosi: „Obywatel Polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania Prezydenta Rzeczypospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat”. - Przepis ten nie mówi nic o tym, żeby cudzoziemcy mieli w Polsce prawo głosu. Sytuacja jest zatem dość prosta. Oczywiście, kwestia ta została zmodyfikowana wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny niedługo po tym wydarzeniu wypowiedział się na ten temat. Faktycznie - przyznanie obywatelom Unii Europejskiej stale zamieszkującym na terytorium Polski prawa udziału w wyborach samorządowych jest możliwe. Konstytucja RP nie stoi temu na przeszkodzie – zauważa Nocuń.

- Wcześniej w przestrzeni publicznej pojawiały się analizy możliwości przyznania obywatelom Ukrainy praw wyborczych. Oceny są dość jednoznaczne - obywatele państw trzecich nienależących do Unii Europejskiej bez dokonania zmiany w Konstytucji RP nie powinni nabyć prawa wyborczego. W takim wypadku niekonieczne jest referendum, ale potrzebne byłyby co najmniej 2/3 głosów w Sejmie przy połowie ustawowej liczby posłów. W dzisiejszej rzeczywistości obawiam się, że przeprowadzenie zmiany Konstytucji byłoby czymś bardzo trudnym, bo wymagałoby szerokiego konsensusu – zaznacza prawnik.
Tymczasem politycy większości partii są sceptyczni wobec tego pomysłu. - Różnica dotyczy głównie intensywności wyrażania tego sceptycyzmu. Jedni swoje „nie” wyrażają głośno i wprost, a inni - trochę bardziej nieśmiało. Nie spotkałem się jednak jeszcze z tym, żeby jakaś polska partia promowała postawę nawołującą obywateli Ukrainy do przyznania prawa wyborczego w inny sposób niż tradycyjny, czyli na podstawie nabycia polskiego obywatelstwa – ocenia Nocuń.
- Osobiście wprowadzenie podobnej zmiany wyobrażałbym jedynie w ten sposób, że Ukraina przystąpiłaby w przyszłości do Unii Europejskiej i w taki sposób obywatele tego kraju zyskaliby prawo do udziału w wyborach samorządowych. Jednak dotychczasowa praktyka pokazuje, że obywatele Wspólnoty mieszkający w Polsce nie wykazują wielkiego zainteresowania wyborami samorządowymi. W 2018 r. w takich wyborach zagłosowało jedynie około 1,5 tys. obywateli UE - bardzo znikoma mniejszość. Trudno jest się wypowiadać co do przyszłości. Obawy, że nastąpi ukrainizacja i dojdzie do masowego przyznania obywatelom Ukrainy praw wyborczych uważam za scenariusz mało realistyczny – tłumaczy rozmówca.

Zdaniem prawnika, nadanie takiego prawa nie zmieniłoby potencjalnych wyników wyborczych i w znaczny sposób nie zwiększyłoby frekwencji. - Oprócz tego, że nabycie prawa wyborczego sprawą prostą nie jest, podjęcie tej kwestii wymagałoby również wyrażenia chęci udziału w wyborach. Z badań niewielkiej grupy obywateli Ukrainy w Polsce wynika, że ich postawy są dosyć podobne do ogółu polskiego społeczeństwa. Podejrzewam zatem, że potencjalne głosy również by się rozłożyły po różnych stronnictwach – zapewnia Nocuń.
Istnieją obawy, że spora część ludności pozostanie na uboczu. Nie otrzymają możliwości wypowiedzenia się w sprawach, często dotyczących ich w sposób bezpośredni. Taką opinię wygłosił Mirosław Skórka, prezes Związku Ukraińców w Polsce. - Nie widać symetrii. Imigranci muszą płacić, ale nie dostają tego, co zwykli polscy obywatele (…). Umożliwienie udziału w wyborach, poparcia dla środowisk, które będą chroniły prawa migrantów prawa, jest jak najbardziej wskazane - dodał prezes Związku Ukraińców w Polsce w wywiadzie dla Interii.

Michał Nocuń jest zdania, że podobny pogląd jak najbardziej jest uzasadniony. Jednak ogólnoeuropejskie standardy stanowią, że osoby nieposiadające obywatelstwa nie uzyskają prawa wyborczego, dopóki nie staną się obywatelami. Postulat o nadaniu prawa głosu mocno podzieliłby Polaków, jeszcze bardziej pogłębiając konflikty w społeczeństwie. Nie słyszałem też o zatwierdzeniu tego typu aktów prawnych za granicą. W niektórych krajach padały podobne propozycje, co jakiś czas wracają one do przestrzeni publicznej. Jednak w praktycznie każdym państwie byłaby to kwestia kontrowersyjna, stanowiąca paliwo dla poważnych konfliktów – podsumowuje rozmówca LRT.lt.






