Konkurs Piosenki Eurowizji, który w tym roku odbywa się w szwajcarskiej Bazylei, tradycyjnie zgromadził przed telewizorami miliony widzów. Podczas wczorajszego I półfinału wystąpiła m.in. reprezentantka Polski Justyna Steczkowska, która zaprezentowała utwór „Gaja”. Artystka, która powtórnie bierze udział w konkursie po 30 latach, przygotowywała swój występ przez wiele miesięcy i awansowała do finału, co wzbudziło niemało emocji wśród internautów.
Przypominamy, że we wtorkowy wieczór w Bazylei reprezentanci 15 krajów walczyli o udział w finale 69. Konkursu Piosenki Eurowizji. Głosami publiczności w sobotę powtórnie ujrzymy artystów z Polski, Norwegii, Szwecji, Albanii, Holandii, San Marino, Estonii, Portugalii, Ukrainy i Islandii.
Korespondent Polskiego Radia na Litwie Kamil Zalewski w rozmowie LRT.lt zaznacza, że we wczorajszym półfinale zdecydowanie nie zabrakło emocji. Polacy z zapartym tchem czekali na występ Justyny Steczkowskiej i utwór „Gaja”.
- Fani Justyny z niecierpliwością czekali na jej występ. Mieliśmy to szczęście, że miał on miejsce dość szybko, bo Steczkowska wystąpiła jako druga. Trzeba przyznać, że było to naprawdę niezłe, bardzo emocjonujące wykonanie. Już wcześniej, gdy pojawiły się pierwsze relacje po próbach, wiadomo było, że jest na co czekać. Na scenie Justyna świetnie się zaprezentowała. Kiedy się okazało, że Polska się zakwalifikowała do wielkiego finału, pojawiły się artykuły – jak, na przykład, w polskim portalu Onet – z nagłówkami: „Klątwa zdjęta! Justyna Steczkowska i Polska w finale!” Niech ten cytat pozostanie pewnego rodzaju wyrazem tego, jak bardzo Polacy liczą na wysokie miejsce w sobotę – uznaje korespondent Polskiego Radia.

Zalewski zauważa, że Steczkowska była nie tylko jedną z dwóch kobiet-artystek solowych, które wzięły udział w pierwszym półfinale, ale także jedną z nielicznych osób, która na scenie nie fałszowała. - Znakomita choreografia, dopracowane show i talent Polski – tylko tyle potrzebowaliśmy, żebyśmy mogli dalej grać w Eurowizję, a przecież doskonale wiemy, jak często kończyliśmy zabawę w przedbiegach. Pamiętamy nieudany występ Polski z zeszłego roku, kiedy Luna nie zaprezentowała się od strony wokalnej zbyt dobrze i nie dostała się do finału. Tymczasem Justyna Steczkowska powraca na Eurowizję po wielu latach i tym razem nadzieje Polaków są naprawdę wielkie – podkreśla rozmówca.
W związku z brakiem sukcesów pojawiały się głosy komentatorów, że Polska nie jest zdeterminowana do udziału oraz zdobycia wysokich pozycji w konkursie. Czy można z tym się zgodzić? - Myślę, że to głosy osób, które nie lubią Eurowizji, albo po prostu nie wiedzą, na czym polega zabawa. Od dawna konkurs, w zależności od edycji, jest rywalizacją, w której wygrywa dobra piosenka albo dobra zabawa. Doskonale o tym wiemy, przykłady można mnożyć. Wygrana zespołu Lordi z Finlandii w 2006 r. pokazała, że rockowy kawałek wykonany prześmiewczo może dać też zwycięstwo – przypomina dziennikarz.
- Polska w ostatnich latach wysyłała na konkurs Eurowizji gorsze piosenki. To były różne utwory, w rozmaity sposób oceniane i wybierane. Trzeba pamiętać, że w Polsce preselekcje wcześniej nie były organizowane w taki sposób jak na Litwie. Nie mieliśmy zatem do czynienia ze swoistym talent show, gdzie z tygodnia na tydzień głosują widzowie. Koncepcja preselekcji również często się zmieniała - było głosowanie widzów, potem specjalnego jury. Głosy nieraz się podzieliły – dodaje Zalewski.

Korespondent Polskiego Radia jest daleki od stwierdzenia, że Polska nie chce wygrać Eurowizji. - Jest na tyle dużym krajem, tworzy tu tak wielu artystów, konkurencja jest o tyle wielka, że czasami jest ciężko trafić w gusta widzów. Opinie są tak bardzo zróżnicowane, że ciężko jest wybrać jedną konkretną piosenkę, którą warto by było zaprezentować szerszej widowni – ocenia Zalewski.
W II półfinale, który się odbędzie już jutro (15 maja) wystąpią reprezentanci Litwy – zespół Katarsis. O krajowym zespole jeszcze nie jest głośno w Polsce. – Pamiętajmy, że II półfinał dopiero przed nami. Widzowie najczęściej poznają reprezentantów dopiero wtedy, kiedy włączają telewizory. Jeżeli ktoś ma ochotę, odsłuchuje piosenki na YouTube czy różnych serwisach streamingowych. Jednak każdy wie, że tak naprawdę liczy się show, o którym wspomniałem – wspomina dziennikarz.

W przypadku zespołu Katarsis, w Polsce opinii dotyczących tej piosenki jest wciąż niewiele. - Na przykład, portal związany z jedną z młodzieżowych rozgłośni radiowych RMF Maxxx zwraca uwagę właśnie na reprezentantów Litwy, zaznaczając, że wykonują muzykę z pogranicza rocka i rocka alternatywnego. Podkreśla też, że piosenka „Tavo akys” to utwór w całości wykonywany w języku litewskim. Inną ciekawostką jest też m.in. to, iż zgodnie ze słowami wokalisty, piosenka jest najpoważniejszym utworem w historii zespołu. Przy okazji zwraca się też uwagę na to, co o tym zespole sądzą zakłady bukmacherskie. Według notowań, Katarsis ma 77 proc. szans na awans do finału. O rzeczywistym wyniku przekonamy się w czwartek – opowiada reporter.

- Osobiście trochę żałuję, że w tym roku Litwa i Polska walczą oddzielnie w półfinałach. Jako Polacy mieszkający na Litwie moglibyśmy zagłosować na Justynę Steczkowską, a naszych znajomych z Polski moglibyśmy zachęcać do tego, żeby głosowali na Katarsis. Miałoby to pewien smaczek. Mimo wszystko trzymam kciuki za Litwę, między innymi z powodu dobrej zabawy, a także po to, by sprawdzić, czy piosenka spodobała się widzom w Polsce. Z drugiej strony, trzymam kciuki za Justynę Steczkowską i utwór „Gaja”, który może być prawdziwą niespodzianką. Mam nadzieję, że w sobotni wieczór czeka nas niesamowity występ – podsumowuje korespondent Polskiego Radia na Litwie.

Przypominamy, że kolejny półfinał odbędzie się w czwartek (15 maja) o godzinie 22.00, a wielki finał - w sobotę (17 maja) o godzinie 22.00. Transmisję każdego koncertu można śledzić online za pośrednictwem LRT TELEVIZIJA oraz portalu LRT.lt.







