W tegorocznych wyborach prezydenckich odnotowano najwyższą frekwencję od 1997 r. - 59,37 proc.
Według danych Głównej Komisji Wyborczej (VRK), 47,78 proc. wyborców wyraziło swoją wolę w niedzielę. Kolejne 11,59 proc. głosowało przedterminowo.
Wyższą frekwencję w pierwszej turze wyborów prezydenckich odnotowano jedynie w 1993 i 1997 roku, kiedy to zagłosowało odpowiednio 78,6 proc. i 71,45 proc. uprawnionych obywateli.
W kolejnych latach odsetek wyborców biorących udział w głosowaniu wahał się od 48,4 proc. (2004 r.) do 53,9 proc. (2002 r.).
Łączna liczba obywateli na listach wyborczych wyniosła w tym roku 2 mln 385 tys. 234.
O stanowisko prezydenta ubiega się w tym roku ośmiu polityków.
Według sondaży opinii publicznej, prezydent Gitanas Nausėda, który ubiega się o reelekcję, powinien przejść do drugiej tury wraz z jedną ze swoich rywalek - premier Ingridą Šimonytė, nominowaną przez konserwatystów, lub bezpartyjnym prawnikiem Ignasem Vėgele.
Zgodnie z Kodeksem Wyborczym za wybranego uważa się kandydata, który otrzymał więcej niż połowę głosów przy udziale co najmniej połowy ogólnej liczby wyborców lub mniejszej liczby wyborców, jeżeli otrzymał największą liczbę głosów, ale co najmniej jedną trzecią ogólnej liczby głosów, czyli nie mniej niż 795 tys. 78 głosów.
Jeśli żaden z kandydatów nie otrzyma należytej liczby głosów w pierwszej turze, dwa tygodnie później odbywa się druga tura wyborów, w której bierze udział dwóch kandydatów z największą liczbą głosów.
Wyborom prezydenckim na Litwie towarzyszyło obowiązkowe referendum w sprawie rzastosowania podwójnego obywatelstwa.

