Naujienų srautas

Wiadomości2023.03.28 17:03

Fejk tygodnia: Unia Europejska chce przejąć i sprzedać polskie lasy

Od pewnego czasu politycy reprezentujący rząd wraz z telewizją TVP straszą Polaków, że Unia Europejska chce przejąć polskie lasy, zakazać Polakom wstępu do nich, a następnie je sprzedać.  

W zeszłym tygodniu na stronie internetowej TVP Info pojawił się artykuł pt. „UE chce przejąć polskie lasy? <<Może nastąpić próba ich sprzedania>>”. Autorzy artykułu przytaczają w nim słowa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i wiceministra klimatu i środowiska Jacka Ozdoby, którzy wysnuwają śmiałe tezy, jakoby Unia Europejska czaiła się na polskie lasy, grzyby, jagody, a przede wszystkim na majątek Lasów Państwowych.

Niestety politycy rządowi i Telewizja Polska mijają się z faktami. Biorąc pod uwagę wielokrotnie powtarzaną antyunijną narrację Ziobry i TVP, można wysnuć wniosek, że tego typu stwierdzenia mają po raz kolejny uderzyć w Brukselę, a rząd przedstawić jako tego, który dzielnie broni kraju przed atakami z zachodu.

Podobne teksty pojawiały się już w przeszłości w odniesieniu do unijnej strategii bioróżnorodności 2030. Tym razem dotyczą opinii Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności na temat potencjalnej reformy traktatów unijnych.

Unia przejmie polskie lasy?

Stwierdzenie, że „Unia Europejska chce przejąć polskie lasy” może sugerować, że Bruksela planuje podjęcie jakichś działań w celu, no właśnie, jakim? Przejęcia na własność gruntów, na których znajdują się polskie lasy? A może przejęcia wyłącznej kompetencji do zarządzania polskimi lasami?

Wspomniany wyżej artykuł i cytowani w nim ministrowie powołują się na propozycję reformy traktatów europejskich, na mocy której leśnictwo stałoby się kompetencją dzieloną UE, co oznacza, że Unia mogłaby regulować pewne kwestie związane z tą dziedziną. Do tej pory gospodarka leśna należała bowiem do wyłącznej kompetencji państw członkowskich.

Może się więc naturalnie pojawić pytanie, jakie kompetencje otrzyma Unia i czy to ona będzie w całości decydować o polskich lasach.

Zgodnie z art. 4 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej kompetencje dzielone dotyczą między innymi takich obszarów jak: rynek wewnętrzny, środowisko, transport czy energia.

W ramach tych kompetencji zarówno UE jak i państwa członkowskie mogą wykonywać działania i przyjmować wiążące akty prawne. Kompetencje takie zasadniczo przysługują państwom członkowskim tak długo, aż w danym zakresie UE nie zdecyduje się podjąć działań. Unia przejmuje kompetencje według zasady pomocniczości, czyli dopiero wtedy gdy uzna, że zrealizuje pewne zadanie lepiej niż państwo członkowskie.

Oznacza to, że Unia Europejska nie przejmuje automatycznie wszystkich kompetencji. Wpisanie leśnictwa do traktatów nie powodowałby, że Unia nagle zaczęłaby w pełni zarządzać polskimi lasami.

Lasy do zamknięcia

Podczas konferencji prasowej w zeszły poniedziałek (20 marca) w Lubartowie minister Zbigniew Ziobro stwierdził, że „plany urzędników unijnych zmierzają do tego, aby Polacy nie mogli wchodzić do co trzeciego — mniej więcej ujmując — polskiego lasu”.

W tekście opinii nie ma jednak żadnego takiego sformułowania. Zapewne więc minister odwoływał się do opublikowanej już dobre kilka lat temu unijnej Strategii Bioróżnorodności 2030.

„Dla dobra naszego środowiska naturalnego i naszej gospodarki oraz aby wesprzeć proces wychodzenia UE z kryzysu związanego z COVID-19, musimy objąć ochroną większe obszary przyrodnicze. W tym duchu ochroną należy objąć co najmniej 30 proc. obszarów lądowych i 30 proc. obszarów morskich w UE. Jest to minimum zakładające dodatkowe 4 proc. obszarów lądowych i 19 proc. obszarów morskich względem obszarów obecnie objętych ochroną”, możemy przeczytać w dokumencie.

„Ścisłą ochroną należy objąć co najmniej jedną trzecią obszarów chronionych, czyli 10 proc. obszarów lądowych i 10 proc. obszarów morskich”, dodano.

Oznacza to, że Bruksela chce objąć ochroną jedną trzecią obszarów lądowych UE. Politycy rządowi i media publiczne wyciągnęły najwyraźniej z tego wniosek, że jedna trzecia lasów zostanie zamknięta.

Jest to jednak wniosek nieprawdziwy.

Po pierwsze: ochroną ma zostać objęte 30 proc. terytorium lądowego Unii Europejskiej. Terytorium lądowe to jednak nie tylko lasy, ale również łąki, torfowiska, bagna i wiele innych.

Po drugie: ochroną objęte ma być 30 proc. terytorium UE, a nie 30 proc. każdego kraju. Zapytany przez nas o to, kto będzie decydował które obszary mają zostać objęte ochroną, rzecznik prasowy Komisji Europejskiej Adalbert Jahnz stwierdził, że „za wyznaczenie dodatkowych obszarów odpowiedzialne będą państwa członkowskie”.

I po trzecie: objęcie ochroną nie oznacza zakazu wstępu do lasu, tak jak twierdzi minister Ziobro. Według danych organizacji Protected Planet obecnie 39,57 proc. terytorium Polski objętych jest różnego rodzaju ochroną i jest to jeden z najwyższych odsetków w Europie.

Składają się na to m.in. 23 parki narodowe, 122 parki krajobrazowe, 1489 rezerwatów przyrody czy niemal tysiąc obszarów objętych programem Natura 2000, które zajmują ponad 20 proc. obszaru kraju. Wbrew słowom ministra na większość tych terenów istnieje wstęp dla obywateli.

Unia łasa na polski majątek

Wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba w rozmowie z TVP Info stwierdził, że w działaniach Unii Europejskiej tak naprawdę chodzi o przejęcie majątku Lasów Państwowych.

„Gdyby podliczyć majątek polskich lasów oraz podliczyć pieniądze, które można uzyskać z tytułu zarządzania tym majątkiem, to faktycznie wielu lobbystów może chcieć przejąć ten obszar. Na końcu ktoś będzie chciał sprzedać lasy i zarobić gigantyczne pieniądze. Nie pozwolimy na to”, stwierdził.

Tego typu argumentacja jest jednak całkowicie nietrafiona i ma ona na celu jedynie pokazać Unię jako wroga czającego się na polski majątek. Unia Europejska nie posiada bowiem kompetencji do prywatyzacji majątku czy gruntów należących do państw członkowskich. Takie uprawnienia przysługują tylko i wyłącznie państwom członkowskim.

Kampania wyborcza w lesie

To, że w obronie lasów stanął m.in. Zbigniew Ziobro nie jest przypadkowe. Akcja, która rzekomo miała być apolityczna, okazała się być zwyczajną kampanią wyborczą. Potwierdził to z resztą wprost dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica.

„Bardzo się cieszę, że w tej chwili jest taka sytuacja, że rząd Zjednoczonej Prawicy poparł naszą inicjatywę w obronie polskich lasów. I o czym to świadczy dodatkowo? Że jesteśmy silni, że jesteśmy gotowi, żeby wygrać tę wielką batalię wyborczą, 2023 jesień. Myślę, że damy radę, że polska prawica pokaże teraz wielką, wielką swoją moc”, stwierdził na konferencji prasowej.

Kubica jest zresztą wiernym sympatykiem Solidarnej Polski i głośnym krytykiem Unii Europejskiej. Sam jest również politykiem związanym z Prawem i Sprawiedliwością, który od 2015 r. zasiada w sejmiku województwa śląskiego, w którym jest wiceprzewodniczącym Klubu Radnych PiS. Jako dyrektor generalny LP w 2021 r. zarobił on ponad 338 tys. zł.

Nic więc dziwnego, że walczy jak może by jak najdłużej utrzymać się na stanowisku. Tworzenie wroga, a następnie stawianie się publicznie w roli obrońcy jest doskonałym sposobem na kampanię wyborczą. Szkoda tylko, że w obronie lasów przed rzekomym zamykaniem stoją ci, którzy w czasie pandemii wprowadzali absurdalny zakaz korzystania z lasów.

Treść została opublikowana w ramach współpracy LRT.lt z EURACTIV.pl.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme

Najnowsze, Najchętniej czytane