Kandydat socjaldemokratów Robert Duchniewicz, który wygrał wyścig o fotel mera rejonu wileńskiego, podczas powyborczej konferencji prasowej powiedział, że na razie nie otrzymał gratulacji od swojego przeciwnika Waldemara Urbana z AWPL-ZChR.
- Wciąż czekam na telefon. Może dla AWPL-ZChR te wyniki były niespodzianką i muszą to jakoś przetrawić? W ubiegłym tygodniu, kiedy się spotykałem z nim (Waldemar Urban – przyp. red.) w ramach jednej z dyskusji, specjalnie poprosiłem o numer telefonu, żebym w razie zwycięstwa mógł mu pogratulować. Teraz wygrana jest po mojej stronie – w siedzibie agencji ELTA rano mówił Duchniewicz.

Podkreślił, że jego zwycięstwo jest niezwykłym wydarzeniem i podziękował mieszkańcom Wileńszczyzny za mobilizację oraz udowodnienie, że niekoniecznie wybory wygrywa system budowany przez dziesięciolecia. Zwrócił się do wyborców także po polsku i powiedział, że cieszy się z poparcia zarówno Litwinów, jak i Polaków.
Jako przyczynę dobrego wyniku Duchniewicz wymienia dużo włożonej pracy. - Przez cztery lata aktywnie działaliśmy w opozycji. Nie mieliśmy środków administracyjnych, gdyby było na odwrót, wynik by był jeszcze lepszy. Opozycja mogła uzyskać aż 15 mandatów, ale cztery listy nie przekroczyły progu wyborczego. Muszę przyznać, że jesteśmy wyczerpani. Uważam, że ze strony PR nasza kampania była przemyślana dobrze. Poszedłem spać w bardzo dobrym nastroju. Gdy się obudziłem, zrozumiałem, że czeka na mnie bardzo dużo pracy. To normalne, bo wziąłem udział w wyborach, aby je wygrać - uśmiecha się rozmówca.

Duchniewicz uważa, że głównym podłożem wygranej był otwarty kontakt z mieszkańcami. - Mój oponent miał trudniej, bo został przedstawiony opinii publicznej jako kandydat dopiero kilka miesięcy przed wyborami. Trudno jest brać udział w procesie, gdy nie działałeś wcześniej w samorządzie i nie wiesz, czym on żyje. Można być dobrym specjalistą, ale w tym samym czasie nie znać się na problemach regionu. To było szczególnie widoczne podczas dyskusji - zauważa nowo wybrany mer.
Tym niemniej, już od samego początku Duchniewicz dobrze ocenia swojego rywala. - To jest kompetentna osoba. Waldemar Urban rzeczywiście potrafi rozmawiać z mieszkańcami, właściwie się wypowiedzieć, dobrze argumentować. Posiada również kompetencje w dziedzinie administracji. Uważam, że kampania wyborcza była bardzo ciekawa. Pojawiały się w niej również ostre momenty, ale w polityce jest to normalne. Inna sprawa, że Urban należy do takiej struktury, jaka jest - ocenia zwycięzca.

Rozmówca podkreśla, że w swojej pracy na pewno będzie potrzebował współpracy z radą. - Rozumiem, jaka jest sytuacja, ale nie widzę sensu wsadzać kija w mrowisko. Już planuję rozmowy z osobami, które mogą objąć pewne stanowiska. Trudno jednak mówić o konkretnych kandydaturach. Dyrektor administracji samorządu powinien był człowiekiem naznaczonym przez mera, bo to jest osoba bardzo bliska jego polityce. Co do wicemerów - wcześniej rada mogła zatwierdzić dwóch, teraz są to trzy osoby. Musimy zatem współpracować. Byłoby idealnie, gdybym kierował jednym stanowiskiem wicemera, bo wygrałem wybory, drugie otrzymałoby AWPL-ZChR, bo ma większość w radzie i jeden mogłaby uzyskać Koalicja Centroprawicowa, bo mnie wsparła, a także tworzy ją elektorat, który wcześniej był pozostawiony na uboczu. Skoro chcę jednoczyć, muszę rozdzielić pozycję po równo. Planuję zatem rozmowy z zarządem partii politycznych w rejonie wileńskim. Prawdopodobnie sami będą delegowali kandydatów na te stanowiska. Co do dyrektora administracji, mam w głowie kilka opcji, ale zbyt wcześnie prognozować, czy się zgodzą - zapowiada przyszły mer.
Duchniewicz jest pewien, że nie zostanie wyłącznie bierną figurą polityczną, bo gdyby tak było, nie osiągnąłby takiego wyniku. - Mam ekipę osób kompetentnych, które popierają mnie ze strony. Będziemy się starali pracować jak najlepiej. Mam zamiar połączyć partie, które zostały wybrane do Rady. Nie planuję działań dekonstrukcyjnych - chcę wszystkich zjednoczyć, abyśmy mogli pracować dla dobra mieszkańców. Wydaje mi się nawet, że mogę ulepszyć walkę o polskie interesy. Ciągle rozmawiam o stosunkach dyplomatycznych między Polską a Litwą i uważam, że również przez pryzmat mera można wiele zrobić. Uważam zatem, że sprawy pójdą w lepszą stronę - uważa.

- Na teraźniejszym etapie mer powinien zapewnić dobrą jakość pracy samorządu. Sporządzamy plan, w którym wyjaśnimy, jak wszystko należy zrobić. Musimy naznaczyć stanowiska m.in. kierownika administracji samorządu, stworzyć ekipę polityczną, uzgodnić pracę z oponentami. Muszę się dowiedzieć, jakie pozycje widzą oponenci, czego oczekują, jakie będą nasze wspólne projekty i punkty programowe. Mer staje się organem wykonawczym, bo główne decyzje przyjmuje Rada. Jednak musi to być ścisła współpraca, bo mer posiada wiele praw, może m.in. wetować pewne decyzje - tłumaczy.
Nowy mer mówi, że w teraz najważniejsze są kwestie oświaty, które samorząd ma rozwiązywać właśnie teraz, a nie „odkładać na dwa lata do przodu“. - Bolesna jest sprawa braku przedszkoli w rejonie wileńskim. Na przykład, nie jestem stronnikiem reformy Szkół Tysiąclecia, ale skoro została przyjęta na szczeblu państwowym, to również nasze samorządy biorą w tym udział. Teraz naszym wyzwaniem jest zachowanie mniejszych szkół w rejonie. W programie Szkół Tysiąclecia bierzemy udział nie z powodu lepszej jakości, a dla „otrzymania pieniędzy na mur“. Szkoły w Pogirach, Awiżeniach czy Niemieżu są mocne, ale potrzebują dodatkowych budynków. Aby pasować do regulaminu, szkoły mniejszości narodowych muszą posiadać co najmniej ośmiu uczniów w każdej klasie. Stanowi to niemałe wyzwanie, bo już teraz dzieci bardzo brakuje. Podpisana umowa stanowi zatem ryzyko same w sobie. Skoro krytykujemy partię rządzącą za zamykanie szkół, to dlaczego podpisujemy umowę, która nas w to popycha? Jasne, że zawsze pozostaje możliwość dofinansowania szkół, powstaje jednak pytanie, o ile będziemy w stanie to zrobić - zastanawia się polityk.

Szef sztabu socjaldemokratów Mindaugas Sinkevičius powiedział, że wybory w rejonie wileńskim znacząco przyćmiły walkę o fotel mera stolicy.
- Mamy oczywistą gwiazdę. Myślę, że nawet wybory w mieście Wilnie nie były już tak interesujące. Ostatniej nocy mamy sensację w rejonie wileńskim, to trochę jak truskawka na torcie całych wyborów jako święta demokracji – podsumował Sinkevičius.
Według danych Głównej Komisji Wyborczej Robert Duchniewicz w drugiej turze wyborów wygrał z poparciem 50,2 proc. Waldemar Urban z AWPL-ZChR zyskał – 49,07 proc. głosów.







