Czy można „stworzyć” idealnego człowieka? A może całe życie jesteśmy w nieustannym castingu, próbując sprostać cudzym oczekiwaniom? W Dniu Teatru młodzi aktorzy grupy Sol Oriens w Nowej Wilejce pokazują spektakl, który nie daje łatwych odpowiedzi – ale zostawia widza z czymś znacznie ważniejszym: prawdą o samym sobie.
27 marca, z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, w Domu Kultury w Nowej Wilejce zostanie wystawiony spektakl „Casting na człowieka” w reżyserii Bożeny Sosnowskiej, w wykonaniu młodych aktorów grupy Sol Oriens. To przedstawienie, które nie tylko opowiada historię, ale przede wszystkim stawia widzowi lustro. W rozmowie z aktorkami Gabrielą Selezniową i Pauliną Sewruk wgłębiamy się w sedno spektaklu i wyjaśniamy, co dla nich znaczy teatr.
Już sam tytuł budzi emocje i prowokuje pytania.
Paulina: Tytuł Casting na człowieka bierze się od tego, że my w tym spektaklu próbujemy stworzyć idealnego człowieka, zrozumieć, czy on w ogóle istnieje, jakie on musi mieć cechy, jak musi się zachowywać. Spektakl ten jest o poszukiwaniu siebie i idealności. Próbujemy zrozumieć czy ona istnieje.
Gabriela: Przede wszystkim ten spektakl jest bardzo wrażliwy, ponieważ wykorzystaliśmy własne teksty i autentyczne myśli, co pomogło stworzyć atmosferę, w której widzowie mogą zobaczyć na scenie samych siebie. Nie każdy mówi głośno o swoich problemach, a tutaj przychodzisz na spektakl, żeby spojrzeć na siebie ze strony.
Kto w dzisiejszym świecie przechodzi taki „casting na człowieka”?
Gabriela: Myślę, że każdy z nas, ponieważ żyjemy w społeczeństwie, które chce, żebyśmy byli w jakiś sposób idealni. Zawsze dążymy do tych najwyższych szczytów, żeby jak najlepiej się wykazać, ale czasami zapominamy o tym, że po prostu trzeba się zatrzymać, wyciszyć i być sobą, a nie kimś wymarzonym w cudzych oczach.
Paulina: Społeczeństwo czasem tworzy takie normy, do których inni chcą dążyć i ważne jest w tym wszystkim, żeby być sobą i nie stracić siebie. Mimo tego, że istnieje jakiś ideał, warto zachować autentyczność.

Czy podczas pracy nad spektaklem pojawił się moment, kiedy sami zaczęliście się zastanawiać: „czy ja przeszłabym taki casting”?
Paulina: Idea spektaklu polega na tym, że my już przechodzimy ten casting. Nasze przeżycia życiowe, o których opowiadamy w swoich tekstach, same w sobie tworzą taki casting. Ktoś opowiada o poszukiwaniu miłości – istnieją jakieś oczekiwania, normy relacji, do których chce się dążyć, a rzeczywistość wygląda inaczej. Ktoś zderza się z oczekiwaniami innych osób i też musi ten casting przejść. Idea spektaklu jest również w tym, żeby zastanowić się, czy warto coś próbować i do tego iść.
Gabriela: Nasze życie to właśnie taki wielki casting. Przechodzimy różne próby – na przykład związane z trudnymi sytuacjami czy niedocenianiem siebie. Mój tekst jest bardziej o tym, że cały czas patrzę, jak inni żyją, ale nie zauważam, że ja też mam swoje plusy i że również mogę się wykazać. Po prostu zaniżam własną wartość. Dlatego uważam, że spektakl jest wart obejrzenia dla osób, które poszukują siebie.
Czy ten spektakl bardziej zadaje pytania czy daje odpowiedzi?
Gabriela: To zależy od człowieka. Będąc na scenie, odpowiedziałam sobie na te pytania, które mnie długo dręczyły. Mówiłam o tym, jak bardzo trudno jest mi pogodzić się z konkurencją i opinią innych. Myślę jednak, że znalazłam odpowiedź, iż warto jest być autentycznym człowiekiem, zamiast podążać za innymi tylko po to, żeby ktoś powiedział, że jesteś czegoś wart.
Paulina: To zależy od odbiorcy. Na spektakl przychodzą ludzie z różnych grup wiekowych – rodzice, uczniowie. Wydaje mi się, że w przypadku rodziców spektakl daje sporo odpowiedzi: pokazuje, jak czuje się młodzież i z jakimi trudnościami się mierzy. To też szansa, żeby zobaczyć realia życia swoich dzieci. Natomiast uczniów spektakl stawia przed pytaniem: kim chcesz być? Czy warto podążać za kimś? Czy warto zachować swoją autentyczność?
W moim przypadku również – zgadzam się z Gabrielą – mój tekst dał mi odpowiedź i był dla mnie swego rodzaju terapią. To wiązało sie z odwagą, żeby powiedzieć to, co gdzieś we mnie głęboko jest, i pokazać to na scenie. Taka forma terapii – przyjęcia siebie i zrozumienia, że nie trzeba się wstydzić swoich słabości i niedoskonałości, i że można z nimi żyć, zamiast dążyć do jakiegoś ideału.

Spektakl powstał z autorskich tekstów, improwizacji i pracy warsztatowej. W jaki moment z wielu pomysłów zaczyna rodzić się jedna historia?
Paulina: Dołączyłam do Sol Oriens w momencie, kiedy zaczynaliśmy pracę nad samym spektaklem – ominęły mnie wcześniejsze warsztaty. Napisaliśmy teksty i zaczęliśmy zastanawiać się, jak połączyć je w całość. To była dość długa praca, próbowaliśmy zrozumieć, w jakim stylu chcemy to pokazać i przez jaki pryzmat.
Ciekawe było też to, że analizowaliśmy człowieka z wielu perspektyw – czy istnieje ideał, jakie są instynkty człowieka, jakie wartości i emocje w nim są. Wszystko to doprowadziło do jednego dużego projektu: stworzyć człowieka, nadać mu określone cechy, także te nieidealne, i sprawdzić, czy może on stać się ideałem.
Gabriela: Powiem ze strony współpracy z aktorami, bo ta część zrobiła na mnie największe wrażenie. Każdy z nas wniósł coś do tego spektaklu, każdy miał swoją ideę i pokazał ją na scenie. Najlepsze w tym wszystkim było to, że każdy stworzył autentyczny tekst i każde słowo naprawdę przeżyłam.
Zrozumiałam ból Adama, zrozumiałam, dlaczego Diana złości się na swojego chłopaka, z którym była na randce. W pewnym stopniu zobaczyłam siebie w monologu Tuzika. Gdy to wszystko połączymy, powstaje ogromne przeżycie, które dało mi bardzo dużo przemyśleń. Od momentu stworzenia spektaklu czuję, że jako człowiek bardzo się rozwinęłam, ponieważ zmieniło się moje nastawienie nie tylko do siebie, ale także do innych.
Czy pamiętacie moment podczas prób, kiedy poczuliście, że spektakl naprawdę zaczyna żyć?
Paulina: Mieliśmy dużo prób przed premierą i przychodziliśmy na nie dosłownie wycieńczeni, zmęczeni, często z własnymi problemami spoza teatru. Pamiętam moment, kiedy poczułam, że mój monolog naprawdę zaczyna żyć.
Na tyle wczułam się w swoją rolę, że w jednym z najbardziej emocjonalnych momentów po prostu popłynęła mi łza. I wtedy poczułam, że ten spektakl ma sens, że zaczyna żyć i że widzę, w jakim kierunku to wszystko zmierza i co tak naprawdę chcemy przekazać.
Gabriela: Zgadzam się z Pauliną, ponieważ w domu też bardzo dużo ćwiczyłam i spędzałam dużo czasu nad swoją częścią. W pewnym momencie, kiedy mówiłam go sama do siebie, rozpłakałam się, bo zrozumiałam, że to naprawdę mnie dotyka.
To nie są po prostu akapity, które napisałam – on mówi przeze mnie. I wtedy dopiero zrozumiałam, że to będzie bardzo mocna, emocjonalna sztuka i że naprawdę bardzo dużo z niej wyniosłam.

Czy w procesie twórczym było coś, co was zaskoczyło – coś, czego nie spodziewaliście się po sobie lub po grupie?
Paulina: W przypadku Ewy dla mnie zaskoczeniem było to, że na co dzień jest bardzo skromną osobą, a musiała stworzyć swoje alter ego, które pokaże na scenie. Bardzo ciekawie było obserwować jej przemianę, kiedy podpowiadaliśmy jej: „zrób tak”, „jesteś Erotic Wild Animal, pokaż to”. I jak z tej swojej skromności z każdą próbą dochodziła do ostatecznego kształtu swojej postaci.
To było zaskoczenie, ale też ogromna satysfakcja – patrzeć, jak moi koledzy aktorzy potrafią wcielić się w swoje role, zmienić siebie na scenie i jeszcze mocniej to przekazać widzowi.
Gabriela: Największym zaskoczeniem było dla mnie to, co wydarzyło się już na scenie. Każdy nagle ożył, każdy dał z siebie 100 proc. Były osoby, które pierwszy raz wychodziły na scenę – pamiętam, że Diana mówiła, że to jej pierwszy poważny spektakl.
Mimo to było widać, że naprawdę współpracujemy, że każdy coś od siebie dodaje. Jeśli jedna osoba robiła coś cringe’owego, druga to podchwytywała. Na przykład w scenie „Erotic Wild Animal” z Pauliną zrobiłyśmy coś takiego i to było naprawdę śmieszne. Potem wszyscy zaczęli z tego korzystać na scenie i to zrobiło efekt.
Paulina: Pojawiła się taka symbioza między aktorami – w pewnym momencie zaczęliśmy się nawzajem otwierać. Na scenie czujesz się bardzo „nagi”. I dla mnie było trudne pokazać jakieś śmieszne, cringe’owe emocje.
Ale śmiejąc się z Gabi na próbach, zaczęliśmy to wprowadzać i zostało to w spektaklu. I to było fajne – że współpracując z innymi, zaczynasz się otwierać na scenie.
Postać Naukowca próbuje stworzyć „idealne istoty”. Czy waszym zdaniem współczesny świat też próbuje stworzyć „idealnego człowieka”?
Gabriela: Jak najbardziej, ponieważ uczą nas tego od najmłodszych lat – już od przedszkola, od szkoły. Słyszymy, że musisz dobrze się uczyć, bo wtedy osiągniesz wielki sukces, znajdziesz wymarzoną pracę i będziesz wartościowy. Jeśli się nie uczysz, to znaczy, że nie zasługujesz na te „szczyty”.
Myślę, że – tak jak mówiłyśmy wcześniej z Pauliną – trzeba po prostu pozostać sobą i nie pozwalać społeczeństwu siebie zaniżać. Żyjemy w dość surowych czasach, gdzie każdy chce wyrazić swoją opinię, nawet wtedy, gdy nie jest ona potrzebna.
Paulina: Otoczenie tworzy pewne stereotypy, których – jeśli się nie trzymasz – ludzie zaczynają na ciebie patrzeć krzywo. W moim tekście pojawia się wątek „idealnego dziecka” – takiego, które nigdy się nie męczy, dobrze się uczy i chodzi na mnóstwo zajęć dodatkowych.
Kiedy zaczynasz w tym żyć i wierzyć, że to jedyna właściwa droga, dochodzisz do momentu, w którym jako trzynastoletnie dziecko jesteś skrajnie zmęczony, bo masz pełno zajęć i obowiązków. Zaczynasz wierzyć, że może w ten sposób staniesz się idealnym człowiekiem.
Jednak paradoks polega na tym, że tak się nie stanie. Pojawią się sytuacje, w których zrozumiesz, że to nie jest jedyna słuszna droga i że możesz żyć inaczej, a mimo to osiągnąć sukces.
Dlatego ten stan jest ważny – żeby robić to, co uważasz za słuszne, co daje ci satysfakcję i radość, i przy tym czuć się dobrze.

Czy w spektaklu jest moment, który dla was osobiście jest najtrudniejszy emocjonalnie?
Gabriela: Chyba scena Pauli, w której zaczynają się nad nią znęcać i ona pod wpływem tego wszystkiego zamyka się w sobie. Najbardziej podoba mi się moment, kiedy ona wstaje i zaczyna nas odpychać w różne strony – pokazując, że mimo wszystko jest cenna, nawet jeśli nie spełnia tych kryterium, których społeczeństwo od niej oczekuje. Myślę, że to jeden z najmocniejszych momentów.
Kolejny moment to monolog Kamili, kiedy mówi do Naukowca - do swojego ojca, że on jej nie widzi, chce, żeby ją zauważył. Bardzo często jest tak, że rodzic nie słyszy swojego dziecka i nie rozumie, co się z nim dzieje, bo jest zajęty pracą i innymi sprawami. Myślę, że czasami warto poświęcić chociaż kilka minut, żeby naprawdę porozmawiać i wysłuchać, nie krzywdząc przy tym bliskiej osoby. Często nawet nie zauważamy, że robimy coś odwrotnego.
Paulina: Dla mnie bardzo mocnym momentem jest zdanie z monologu Gabi, że nieważne, co robisz – zawsze znajdzie się ktoś, kto cię skrytykuje, powie, że jesteś „nie taki” albo że robisz coś źle. To celnie pokazuje nasze społeczeństwo: możesz się starać, być w porządku, robić wszystko najlepiej jak potrafisz, a i tak ktoś powie: „a on kiedyś zrobił coś takiego…”. I cała ta wizja idealności nagle się rozsypuje.
Jest też fragment, w którym Gabi mówi, że gdyby łapała jaskółki, ktoś by to nagrał i wrzucił do Internetu z nagłówkiem: „Dziewczyna po dwudziestce rozmawia z ptakiem! Zobacz, co się stało potem!!!”. To też pokazuje jedną z naszych społecznych wad – zamiast pomóc, ludzie często wolą nagrywać.
Myślę, że właśnie w tym tkwi siła spektaklu – pokazujemy, co nas dręczy jako młodych ludzi, ale też jaki jest świat wokół nas. To taka wizja rzeczywistości, trochę jej karykatura.

Co teatr daje młodemu człowiekowi, czego nie dają szkoła, Internet czy media społecznościowe?
Gabriela: Myślę, że przede wszystkim daje wolność. Przychodząc do teatru, nie musisz ukrywać, kim naprawdę jesteś. W szkole zawsze istnieją pewne granice, których nie można przekroczyć, bo ktoś może coś źle pomyśleć albo ocenić cię jako gorszego.
Społeczeństwo bywa bardzo wymagające, a teatr jest taką alternatywą – trochę inna szkoła, w której możesz wyrażać swoje uczucia, możesz się rozpłakać i nikt cię za to nie oceni.
Paulina: Teatr to przestrzeń, w której możesz się wyrazić. Nawet jeśli przychodzisz z jakąś „maską”, to w momencie, kiedy zaczynasz grać, ona opada i zaczynasz rozumieć, jaki naprawdę jesteś.
Zgadzam się też, że to forma terapii – uczysz się akceptować siebie i innych, rozumieć, że nie wszyscy muszą myśleć tak samo jak ty. Teatr rozwija bardzo wszechstronnie – daje rozwój osobisty, a przy pracy nad spektaklem zdobywasz też wiedzę, na przykład z książek, które pomagają lepiej zrozumieć temat. To wszystko wpływa na ciebie i rozwija twoją erudycję.
Czy po pracy nad tym spektaklem inaczej patrzycie na ludzi i ich emocje?
Paulina: Tak. Zrozumiałam, że dużo łatwiej jest mi teraz przyjmować innych ludzi. Każdy ma swoje oczekiwania, możliwości i swoje trudności, dlatego łatwiej jest mi współpracować z innymi. Inaczej też patrzę na wrażliwość – dostrzegam, jak dużą rolę odgrywają w dzisiejszym społeczeństwie wrażliwość i empatia. Ten spektakl pomógł mi też zrozumieć.
Gabriela: Ten spektakl uświadomił mi, że każdy człowiek ma swój ból, tylko przeżywa go na swój sposób. Każdy jest inny i czasami o tym zapominamy – ktoś ma talent muzyczny, ktoś świetnie tańczy, ktoś ma inne zdolności.
Czasami trzeba sobie uświadomić, że świat jest naprawdę piękny, tylko często skupiamy się na jego szarych jego obliczach, zamiast dostrzegać te pozytywne.
Na przykład tekst Pameli „Wielkie Oczy” to dla mnie manifest – nie próbować być kimś innym, tylko odkrywać siebie i patrzeć na świat z innej perspektywy. Bo nawet w trudnych sytuacjach można dostrzec coś dobrego.

27 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru. Co dla was – jako młodych aktorów – znaczy ten dzień?
Gabriela: Możliwość pokazania siebie – pokazania się z innej strony na scenie. Aktor musi być różnorodny – nie tylko się śmieje i płacze, ale też wyraża swoje emocje językiem ciała.
Myślę, że teatr jest szczególnie ważny dla osób, które są bardziej zamknięte w sobie. Powinien przyciągać młodych ludzi, bo to ogromna szansa na odkrycie siebie.
Zaczynasz też mniej się siebie wstydzić, bo na scenie trzeba się otworzyć. Trzeba to zrobić tak, żeby samemu czerpać z tego przyjemność.
Paulina: Dla mnie to właśnie dzień bycia sobą – wyjścia poza role i pokazania, kim naprawdę jestem. Nawet jeśli jesteś bardzo wrażliwy i masz swoje niedoskonałości, to po prostu uczysz się je akceptować.
Gdybyście miały powiedzieć jednej osobie, która nigdy nie była w teatrze, dlaczego warto tam przyjść – co byście jej powiedzieli?
Paulina: W przypadku „Castingu” radziłabym każdej młodej osobie, żeby przyszła. Jak mówiłyśmy wcześniej, to możliwość zobaczenia siebie ze strony. Wiele osób, które były na premierze, podkreślało, że odnajduje siebie w różnych bohaterach.
To jest właśnie wyjątkowe – możesz przyjść i rozpoznać w tym siebie, a może nawet dojść do jakiegoś wniosku: co ja powinienem zrobić?
Gabriela: Myślę, że byłoby wspaniale zobaczyć na widowni nie tylko młodzież, ale też osoby starsze. Może dla kogoś ten spektakl będzie ważny, może ktoś nawet zdecyduje się coś zmienić w swoim życiu – niezależnie od wieku.
Zauważam, że coraz więcej osób zaczyna naprawdę poznawać siebie dopiero po czterdziestce, kiedy mają już duże doświadczenie życiowe. A w wieku dwudziestu lat często jest to trudniejsze, bo chce się wszystkiego spróbować i sprawdzić siebie w różnych sytuacjach.

Jak chcielibyście, żeby widz czuł się, wychodząc ze spektaklu – spokojny, poruszony, a może trochę niepewny?
Paulina: Wiele osób po spektaklu, po „Castingu”, wychodziło niepewnych, trochę poruszonych. Wydaje mi się, że jeśli człowiek wychodzi z jakimiś przemyśleniami, to jest bardzo dobry znak – że sztuka wywołała emocje i sprawiła, że chce się nad tym zastanowić i wyciągnąć wnioski.
Gabriela: Chciałabym, żeby każdy wyciągnął dla siebie jakieś wnioski – żeby zastanowił się, co tak naprawdę powoduje jego wewnętrzny ból.
Spektakl „Casting na człowieka” – 27 marca, godz. 12:00, Dom Kultury w Nowej Wilejce i 12 kwietnia Centrum Rozrywki i Biznesu w Ejszyszkach.









