Naujienų srautas

Wiadomości2026.02.24 14:42

Lwowski dziennikarz: „Europa wciąż nie rozumie, że ta wojna jest przeciwko niej”

Mija czwarta rocznica rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Wojna, która miała trwać kilka dni, stała się brutalną codziennością milionów ludzi.  „Świata sprzed 2022 r. już nie ma i nie będzie” – mówi w rozmowie z nami lwowski dziennikarz Artur Żak.

Cztery lata wojny to już nie tylko wydarzenie, ale też codzienność. Jak zmieniło się Pana poczucie czasu? Czy dziś myśli Pan bardziej w kategoriach przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości?

Powiem w ten sposób: świat, który istniał do 2022 r., a właściwie już do 2014, a nawet 2008 r., jeśli uwzględnimy wojnę w Gruzji — niestety przestał istnieć.

Należę do tej grupy obywateli i dziennikarzy, którzy dostrzegali i podkreślali zagrożenie jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji. O przeszłości oczywiście możemy myśleć, ale nie jesteśmy w stanie do niej wrócić. Świata, który znaliśmy, nie da się odbudować. Niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy zaklinać rzeczywistość, nie cofniemy czasu.

Jeśli chodzi o teraźniejszość — moje życie, podobnie jak życie większości obywateli Ukrainy, zmieniło się radykalnie. Myślimy przede wszystkim o tym, co jest tu i teraz. Jesteśmy zmuszeni do krótkoterminowego planowania, do działania zadaniowego.

Oczywiście każdy z nas ma marzenia i plany. Jednak rzeczywistość wielokrotnie je weryfikowała, dlatego planujemy ostrożniej. Jeśli chodzi o przyszłość — człowiek nie przetrwałby, myśląc wyłącznie w czarnych barwach. Mamy nadzieję, że świat się odbuduje. Tyle że „najbliższy czas” może oznaczać miesiące, rok, a równie dobrze — lata. Historia wielokrotnie pokazywała, że społeczeństwa musiały przejść przez ogień wojny, by potem mozolnie odbudowywać zniszczony świat.

Wspomniał Pan, że relacjonuje wojnę zawodowo, a jednocześnie doświadcza jej prywatnie. Jak udaje się Panu oddzielić emocje od pracy? Czy to w ogóle możliwe?

Moim zdaniem całkowite oddzielenie emocji jest niemożliwe. Z jednej strony jestem w uprzywilejowanej sytuacji. Mimo że codziennie przebywam w środowisku informacyjnym i chłonę ogrom negatywnych wiadomości, mam możliwość ich analizowania i przetwarzania.

To w pewnym sensie forma „psychoterapii” — mówię to oczywiście w przenośni. Przyjmuję informacje, analizuję je, a następnie przekazuję dalej, w radiu czy w tekstach. W ten sposób wyrzucam z siebie część emocji.

W trudniejszej sytuacji są zwykli obywatele. Przez cztery lata pełnoskalowej inwazji całe terytorium Ukrainy było narażone na ataki. Nie ma ani jednego w pełni bezpiecznego miejsca. Każda miejscowość w ten czy inny sposób doświadczyła rosyjskich ataków.

Specjaliści mówią wprost: ogromna część społeczeństwa, nie tylko żołnierze czy mieszkańcy terenów okupowanych, zmaga się z zespołem stresu pourazowego (PTSD). To efekt ciągłego życia w napięciu i przeciągłego braku dobrych wiadomości.

Czy w ciągu tych czterech lat było wydarzenie, rozmowa lub obraz, który szczególnie zmienił Pana sposób patrzenia na wojnę?

Takich momentów było wiele. Dziś nie brakuje ekspertów, którzy twierdzą, że przewidzieli przebieg wojny. Jestem przekonany, że w 2022 r. nikt nie wiedział, jak ona będzie wyglądać i jak dynamicznie będzie się zmieniać. Wraz z nowymi technologiami i sposobami prowadzenia działań wojna ewoluuje niemal co miesiąc.

Nie spodziewałem się, że potrwa cztery lata. To, że Ukraina nadal się broni, walcząc z mocarstwem nuklearnym dysponującym znacznie większymi zasobami, jest ogromnym osiągnięciem.

Największe wrażenie zrobiły na mnie rozmowy z osobami przetrzymywanymi w rosyjskiej niewoli. Brałem udział w projekcie realizowanym przez Instytut Pileckiego. Były to głównie kobiety — zarówno żołnierki, jak i cywilki — które przez lata przebywały w rosyjskich więzieniach.

Tłumaczyłem ich relacje z języka ukraińskiego, przygotowywaliśmy również nagrania lektorskie. Te świadectwa do dziś pozostają w mojej pamięci. Wiedziałem, czego można się spodziewać po Rosji, ale nie przypuszczałem, że skala okrucieństwa może być aż tak duża. To doświadczenie wciąż wpływa na moją psychikę i sposób postrzegania rzeczywistości.

„Ukraińcy są zmęczeni. Ale nie mają wyboru”

Lwowski dziennikarz Artur Żak

W przestrzeni międzynarodowej mówi się o „zmęczeniu wojną”. Czy podobne zjawisko widać w Ukrainie?

To złożone zjawisko. Byłoby nieprawdą twierdzić, że Ukraińcy nie odczuwają zmęczenia. Jest ono widoczne każdego dnia: zmęczenie alarmami, ostrzałami, rozłąką z bliskimi, niepewnością ekonomiczną.

Cztery lata funkcjonowania w warunkach wojny wyczerpują całe społeczeństwo, zarówno psychicznie, jak i gospodarczo. Rosja prowadzi również działania destabilizacyjne: kampanie dezinformacyjne, operacje psychologiczne, próby wpływania na sytuację wewnętrzną.

Problem polega jednak na tym, że Ukraińcy nie mają wyboru. To nie jest kwestia decyzji między wojną a pokojem. Każdy chce pokoju, bo wojna jest stanem nienaturalnym dla człowieka i społeczeństwa. Ale dla Federacji Rosyjskiej brak wojny wydaje się stanem nienormalnym.

Poparcie społeczne dla armii jest dziś mniejsze niż w pierwszych miesiącach inwazji — to naturalny proces w wojnie na wyniszczenie. Rosja po nieudanym blitzkriegu przeszła do strategii długotrwałego wyczerpywania przeciwnika. To wpływa na morale. Jednak po raz kolejny podkreślę: Ukraińcy nie otrzymali możliwości wyboru.

Czego Pana zdaniem Europa wciąż nie rozumie o tej wojnie?

Europa nie rozumie, że ta wojna dotyczy jej bezpośrednio — że w istocie jest wymierzona również w nią. Rosyjska propaganda i przedstawiciele władz, począwszy od Władimira Putina, wielokrotnie deklarowali, że konflikt z Zachodem już trwa.

Europejskie elity, obawiając się reakcji wyborców, często wybierają półśrodki. Tymczasem sytuacja wymaga zdecydowanych działań. Przykładem są zamrożone rosyjskie aktywa w Europie. Przez lata nie wypracowano skutecznego mechanizmu prawnego ich przekazania Ukrainie. Zamiast tego przyjęto rozwiązania pośrednie, jak wielomiliardowe pożyczki, które mogą zostać zablokowane przez pojedyncze państwa.

Żyjemy w czasach, w których półśrodki nie wystarczają. Państwa autorytarne działają bez ograniczeń, wykorzystując jednocześnie mechanizmy demokracji przeciwko demokratycznym społeczeństwom. Grają bez zasad, oczekując, że my będziemy ich przestrzegać.

Dlatego potrzebna jest większa świadomość, realizm i zdecydowanie. Ta wojna nie jest odległym konfliktem — to test dla całej Europy.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme