Naujienų srautas

Wiadomości2024.06.17 08:05

Strefa buforowa: większe bezpieczeństwo kosztem lokalnego rozwoju?

Barbara Charyton, LRT.lt 2024.06.17 08:05

Od czwartku rząd Polski przywrócił przy granicy z Białorusią strefę buforową. Ma zapewnić większe bezpieczeństwo żołnierzy patrolujących przy granicy, jak też osób postronnych, przebywających na tym odcinku. Mieszkańcy pobliskich gmin mają jednak do strefy więcej zastrzeżeń niż zaufania. 

Od kilku miesięcy sytuacja na polskiej granicy z Białorusią stała się wyjątkowo napięta. Wraz z nadejściem wiosny, po stronie białoruskiej znowu zaczęło robić się tłoczno, szacuje się, że od początku roku dostać się do Polski próbowało ponad 17 tys. nielegalnych migrantów.

W ubiegłym tygodniu rząd Polski zadecydował o utworzeniu strefy buforowej na granicy Polski z Białorusią. Decyzja zapadła w odpowiedzi na kryzysową sytuację na granicy i wzmożone agresywne zachowania migrantów wobec polskich żołnierzy.

Strefa buforowa, zdaniem rządu, ma pomóc w zapanowaniu nad sytuacją i zwiększeniu bezpieczeństwa na tym odcinku.

„Wprowadzone rozwiązania – poprzez ograniczenie obecności osób postronnych w rejonie działań służbowych – mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa zarówno osobom postronnym, a także funkcjonariuszom Policji, Straży Granicznej i żołnierzom oraz ograniczenie aktywności działań grup przemytniczych, ułatwiających proceder nielegalnej migracji" - napisano w komunikacie resortu spraw wewnętrznych.

W praktyce strefa buforowa oznacza, że na najbardziej wrażliwym odcinku polsko-białoruskiej granicy w Podlaskiem obowiązuje czasowy zakaz przebywania, który będzie obowiązywał przez 90 dni.

Zgodnie z rozporządzeniem, strefa zakazu przebywania obejmuje ponad 60 km granicy na odcinku położonym w zasięgu terytorialnym Placówek Straży Granicznej w Narewce, Białowieży, Dubiczach Cerkiewnych i w Czeremsze.

Na większości tego odcinka obszar objęty zakazem ma szerokość 200 m od linii granicy państwowej, a na odcinku 16 km, położonym w rejonie rezerwatów przyrody, strefa ma szerokość nawet ok. 2 km.

Zakaz nie dotyczy miejscowości i szlaków turystycznych, aby skutki wprowadzonych ograniczeń, jak tłumaczy rząd, były jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców i turystów.

Mieszkańcy obawiają się strat ekonomicznych

Jednak mieszkańcy przygranicznych gmin mają wiele wątpliwości co do skuteczności strefy. Paulina Siegień, dziennikarka specjalizująca się w Europie Wschodniej i mieszkająca w przygranicznej gminie Dubicze Cerkiewne zaznacza, że lokalni mieszkańcy mają złe doświadczenia z okresu poprzedniej strefy, obawiają się też kolejnego załamania gospodarczego w ich regionie.

- W rozmowach mieszkańców i nawet w stanowisku samorządów po ogłoszeniu tych planów rządu spotyka się taki motyw przewodni – skoro zagrożenie płynie z drugiej strony, to dlaczego to my mamy znaleźć się w tej strefie, tutaj potocznie zwanej „zoną”. Dlaczego nasze wsie i nasi mieszkańcy mają zostać pozbawieni części praw obywatelskich, skoro to nie oni stanowią zagrożenie? – zauważa Siegień.

- Podobna strefa obowiązywała tu od września 2021 r. do czerwca 2022 r. i poza degradacją społeczną i ekonomiczną tych terenów nie widzimy żadnego efektu obowiązywania tej strefy. Zresztą sytuacja, w której jesteśmy dzisiaj, jest najlepszym dowodem na to, że ani ta strefa, ani budowa muru nie przyniosła żadnego efektu – szlak migracyjny nadal działa, migranci pokonują na różne sposoby te bariery, dochodzi tu do bardzo różnych sytuacji – tłumaczy.

Dziennikarka, mieszkająca w gminie przygranicznej zauważa, że w ostatnich latach region prężnie się rozwijał, głównie ze względu na Puszczę Białowieską, znajdującą się na liście obiektów chronionych UNESCO. Rezerwat był główną osią lokalnej turystyki, która napędzała też lokalne przedsiębiorstwa.

- Włączenie Puszczy Białowieskiej do strefy buforowej w poprzednich latach przyniosło namacalne straty dla całej branży turystycznej w regionie - sprawiło, że niektóre firmy nie przetrwały, wiele osób zrezygnowało z inwestowania w te regiony – podaje Siegień.

Kobieta dodaje, że taki rodzaj doraźnych działań i komunikatów, bez większego planu dla tego regionu, a co więcej, bez odpowiedniej komunikacji z mieszkańcami gmin przygranicznych, powodują brak stabilności gospodarczej.

- My tu jesteśmy stawiani w takiej sytuacji, że z dnia na dzień się dowiadujemy o tym, że część regionu po prostu nie będzie działać – mówi dziennikarka.

Strefa przyczynia się do izolacji społecznej

Paulina Siegień zaznacza, że mieszkańcy gmin przygranicznych od 3 lat czują się niczym w ciągłym stanie wojennym, głównie za sprawą stałej obecności żołnierzy, funkcjonariuszy, monitoringu granicy, a strefa buforowa zwiększa też kontrolę i poczucie izolacji.

- To jest ogromne obciążenie psychiczne, szczególnie dla dzieci. Nasz region wspomina się tylko w kontekście podwyższonego zagrożenia. My ciągle w mediach słyszymy o możliwej wojnie z Rosją, o możliwym ataku grup dywersyjnych, była nawet mowa o możliwym wejściu wagnerowców. Pomimo to, nikt nam nie oferuje pomocy czy wsparcia, mieszkańcom nie przeprowadzono żadnych szkoleń na wypadek zagrożenia, sytuacji kryzysowej, chociażby co robić gdyby nie było łączności. Nikt tu nie jest przeciwko bezpieczeństwu państwa, ale ludzie mają tu swoje domy, swoją prace, swoje życie i chcieliby żyć w większej pewności i spokoju – zauważa publicystka.

Rząd zaznacza, że strefa buforowa powstała w odpowiedzi na wzmożenie migracji, ale też na wzrastającą liczbę przypadków agresywnego zachowania ze strony tłumu za płotem granicznym. Celem ataków stali się żołnierze i funkcjonariusze, pełniący służbę przy granicy.

W strefie buforowej większe uprawnienia żołnierzy

Wraz z decyzją o strefie buforowej premier zapowiedział też rozszerzenie uprawnień użycia broni przez żołnierzy, patrolujących na granicy.

Dyskusja na temat uprawnień żołnierzy zawrzała w polskim społeczeństwie po tym, jak media ujawniły, że dwóch żołnierzy zostało zatrzymanych przez Żandarmerię Wojskową, gdyż w marcu pełniąc służbę na granicy oddali strzały w stronę migrantów, napierających na przejście graniczne.

Tego samego dnia, gdy została ujawniona ta informacja, w szpitalu zmarł szeregowy Mateusz Sitek, młody żołnierz, który w ostatnich dniach maja został ugodzony nożem przez migranta.

Wielu ekspertów wskazywało, że zasady użycia broni przez wojskowych w czasie pokoju nie są jasne i nie mają oni odpowiedniej ochrony prawnej.

Siegień, mieszkająca w Dubiczach Cerkiewnych, gdzie doszło do śmiertelnego ataku na żołnierza, zaznacza, że wśród lokalnych mieszkańców nadal panuje duże wzmożenie emocjonalne.

- Jest to pierwszy przypadek tak tragiczny od początku kryzysu w 2021 r. Nie wiemy kim była osoba atakująca, jakie były jej motywacje. Natomiast co nam mówi nasze doświadczenie, jako mieszkańców, że nadal podstawowym celem większości tych osób za płotem jest po prostu bezpiecznie przekroczyć granicę i przez Polskę dostać się do Europy Zachodniej, gdyż nadal ta trasa jest uważana za jedną z łatwiejszych do pokonania – mówi ekspertka. – Stąd też szok, ponieważ mieszkańcy, którzy mieli do czynienia z migrantami, a spotykali ich stosunkowo często w ciągu tych 3 lat, ani razu z takimi zachowaniami agresywnymi się nie spotkali – dodaje.

Większość Polaków popiera strzelanie do migrantów

Dziennik Rzeczpospolita w ubiegłym tygodniu opublikował wyniki sondażu, który wykazał, że większość Polaków popiera użycie broni wobec migrantów, próbujących siłą pokonać granicę z Polską.

Większość, bo aż 85,7 proc. społeczeństwa polskiego jest zdania, że żołnierze Wojska Polskiego, stacjonujący na wschodniej granicy powinni móc używać broni w sytuacji prób siłowego pokonania granicy przez migrantów.

Wicepremier Kosiniak-Kamysz zaproponował nowelizację ustawy o obronie ojczyzny, do której zostałby dopisany fragment dotyczący zwolnienia z odpowiedzialności prawnej żołnierzy, którzy w określonych warunkach używają broni, m.in. w przypadku odparcia próby przekroczenia granicy, ale też bezprawnego zamachu na życie, zdrowie lub wolność żołnierza.

Dodatkowo premier wspomniał o możliwości użycia wojska na terenie kraju bez wprowadzenia stanu wojennego. Takie rozwiązania obowiązują w innych krajach, np. wojsko zabezpiecza duże masowe imprezy sportowe.

- Trudność sytuacji polega na tym, że po drugiej stronie płotu są absolutnie wszyscy – białoruskie KGB i wojsko, są różni prowokatorzy, są przemytnicy, są handlarze ludźmi, kobiety podróżujące z jakimś tajemniczym opiekunem, i jest grupa osób, które się zdecydowały tędy spróbować przedostać się do Europy Zachodniej. Każda z tych sytuacji wymaga zróżnicowanej reakcji, ale jeszcze w 2021 r. rząd polski zdecydował, że jedyna reakcja organów państwa polskiego będzie przemocowa – mówi Siegień.

Dziennikarka zaznacza, że obecnie można zauważyć pewną „profesjonalizację” szlaku migracyjnego – próby przekroczenia granic są zaplanowane, nie ma już migracji w okresie zimowym, jak to miało miejsce w 2021 r.

LRT has been certified according to the Journalism Trust Initiative Programme